Starostwo Powiatowe w Wąbrzeźnie

Kalendarz, imieniny

Dziś jest: 28.06.2017
Imieniny: Ireneusza, Leona, Józefa

Wyszukiwarka

Grafika strony

p.Ewa Kulczewska

Menu:

Banery

  • ZPP

  • Zdrowie dla Powiatu Wąbrzeskiego

  • PIK

  • decydujemy

  • SWPPW

  • YouTube logo

Nawigacja

Jesteś tutaj:

Translator Google

Odnośnik do BIP

Treść strony

WIERSZE PANI EWY

        „ JESIEŃ ”

Dziś zaczyna się jesień!

Co jesień nam przyniesie?

Żółte liście, kolory,

I kałuże we wzory.

Słońce traci swój blask

Już nie grzeje tak nas,

Ptaków stada w odlocie

Drzewa stoją w czerwieni i złocie

Dęby gubią żołędzie

Pełno liści i kasztanów jest wszędzie.

Sejmik boćków się zbiera,

Przewodnika wybiera

Lato się zakończyło!

Jesień nastała prawdziwa.

 

            „ WALKA ”

 

Kiedy nadszedł czas niewoli

Kiedy przyszedł czas krzywd

KOR chciał kraj wyzwolić

Aby z komunistów nie oparł się nikt

KOR nam mówił o Katyniu.

Kto mordował właśnie tam.

O krwawym strasznym dniu,

kogo brakło dzisiaj nam.

Dziś już ciężkie dni minęły

Internowania nie ma już

No i osób co zginęły

A kto wbił Polsce w plecy nóż

Pamiętać będziemy wiecznie już

O morderstwach wojny dni

Choć dziś Putin mówi grzecznie

Trudno jest uwierzyć mu.

        „ Ślepy los „

Mijają szybko chwile

Za rokiem mija rok.

Dzień każdy spędzony mile

Wzbudza w nas myśli tok.

Letnie mijają miesiące

Co cieszą bardzo nas.

Zieleń, kwiaty i słońce

To radość w sercu masz.

Niedługo przyjdzie jesień

Przyjdą pochmurne dni.

Co ona nam przyniesie

Nie wie tego nikt.

Nie jest w stanie nikt przewidzieć

Co jutro nam przyniesie.

Gdybyśmy mieli to wiedzieć

Byśmy byli jak dzieci.

       

      „ LICHEŃ”

To małe jest miasteczko

Nad jeziorem leży ono.

Chodzili ludzie przez las ścieżką

Do głazu ze stopą naznaczoną.

Pod koniec maja byłam

Widziałam ja ten głaz.

Przy nim się pomodliłam

Bo przyszedł taki czas.

Zobaczyć mogłam sama

Ten szósty świata cud!

Ja też przyglądałam się mu,

Tu każdy w zadumie milczy.

Szósty to świata cud!

O co z nas każdy prosi

Spełnia się tutaj w mig.

Lśni w słońcu złota wieża

Cudownej Bazyliki,

Zegar godziny odmierza.

Nie zamieniłabym się z nikim

Chociaż nie jest to Rzym,

A Polska nasza ziemia!

Plac i Bazylika na nim

I pomnik Polaka, którego już nie ma

Choć długo rządził Watykanem

I nigdy się nie mylił.

Póki żyjemy jego

To zbłądzić nie jesteśmy w stanie.

„ WYBUCH W KOPALNI”

Cicho wyszli z domu

Aby nie budzić rodzin

Nie przyszło do głowy nikomu

Ile zostało życia godzin

W przepastną czeluść kopalni

Zjechali szybem górniczym

Nie wiedzieli, że los ich marny.

Nikt tego im nie życzył.

Zabrała śmierć czternastu,

Czternastu nam rodaków.

W żałobie każdy z nas.

Modli się za was Kraków

Modli się cały kraj.

Nie chcieli szybko odejść,

Chcieli doczekać starości,

Chcieli doczekać prawnuków.

Od Bożej Opatrzności

Dziś są w wieczności już.

Czy taki dzień nastanie?

Rozmyśla każdy z nas,

Kiedy się nic nie stanie?

I nieszczęść minie czas?

Z dróg, pól przyszło odejść

Odpoczywałam po obchodzie

Choć mogłam jeszcze w domu pożyć.

Przyszli siepacze tak jak złodziej Dziś nie ma druhów i przyjaciół

Nie ma rodzinnej dobrej wsi

Każdy by płakał gdyby to stracił

Choć była to walka i niespokojnie dni

Czuję się obco wśród nie swoich

Chociaż mineło już pięć lat Tęsknię do kumpli ze wsi swojej

Lecz za daleko został mój świat

Tu cicho spokojnie mijają dni

Lato czy zima nie obchodzi mnie

Zmuszona jestem o tych ścianach tkwić

Nie myślę o straconych chwilach jak śpię

Tak bym chciała znowu wolna być .

Wśród swoich żyć i myśleć z nimi

Albo by nadeszła śmierć przestała żyć

Tęsknię za polną drogą i łąkami

Za lasem polami, za rowem

Za mojego dziadka grobem

chciałabym być znowu z wami.

 

LIST DO MAMY

Matko moja, wykarmiłaś, wychowałaś.

Kochałaś, nieraz uderzyłaś ale racje miałaś.

Nieraz biednie było w naszym domu.

Jedzenia sobie odmawiałaś i płakałaś po kryjomu.

Za pyskówki i niesnaki, przebacz nam ze swej łaski

Przyjmij od nas kwiaty, wiersze i życzenia

Za nasze winy złości i upadki udziel przebaczenia.

 

PERSONEL

 

Kiedy nastałam do tego domu.

To nie wierzyłam już nikomu.

Za opiekunkę mi dano siostrę Marzenkę.

Ona podała mi pomocną rękę.

Ona zabawi ona mnie pocieszy.

Nigdy jej się donikąd nie śpieszy.

Ona pomoże i nieraz w biedzie.

Nigdy mnie ona nie zawiedzie.

Ale i wszystkie inne pokojowe.

Zawsze maj ą gdzie trzeba głowę.

Miłe, rzetelne i uprzejme do pomocy nam gotowe.

Siostry pielęgniarki także są łaskawe.

Nie zapomną o nas na chwilę nawet.

Gdy jesteś chory to Ciebie uleczą.

A kiedyś smutny to Ciebie pocieszą.

Praczki piorą bieliznę od rana

A po obiedzie jest już nam wydawana

Oddadzą wszystko czyste i lśniące

Wyprasowane proszkiem pachnące.

Kucharki w kuchni się też uwijają coraz to inne potrawy podają.

Mężczyźni są ogoleni i czyści,

bo każdy z sanitariuszy o nich myśli.

Pachnący czyści nikt im nie podskoczy.

Na nasze błędy przymkną oczy.

Terapeutki się robotą zajmują.

Nie jeden raz pochwały za pracę otrzymuje.

Pracowite miłe rzetelne uprzejme,

Pracować z nimi jest przyjemnie.

Pani pedagog uczynna, troskliwa praca za nią przyjemna i miła.

Zachęca mnie do pisania wierszy

I mówi, że co nowy jest lepszy.

Rządzi tu wszystkim pani oddziałowa,

by  był porządek jej w tym głowa.

Pomaga w biedzie, pomaga w nędzy,  gdy nam coś potrzeba nie odmawia pieniędzy

Jej myśli służba stara zgadnąć wszystkie.

By ten DPS nie przestał istnieć.

W biurach siedzą także miłe Panie

Słowa skargi nie można powiedzieć na nie

Co czwartek w portfelach mamy parę groszy,

od kasjerki naszej pani Małgosi.

Pani Dyrektor rządzi tu wszystkim, zgaduje ona nasze myśli

Miła uczynna dla nas troskliwa pełna spokoju dla nas litościwa

Cały zespół DPS zgrany i harmonijny

Nie zamieniałabym go na inny.

 

W I E R S Z E

AUTOR

                             

EWA  KULCZEWSKA

INFORMACJE O AUTORZE

 

1.    Imię i nazwisko: Kulczewska Ewa

2.    Wiek: 50 lat

3.    Adres: Dom Pomocy Społecznej w Wąbrzeźnie

                 ul. Pod Młynik 4a

                 87-200 Wąbrzeźno

4.    Telefon: (0-56) 688-03-71 (centrala DPS Wąbrzeźno)

5.    Rodzaj niepełnosprawności: choroba psychiczna

 

 

NATCHNIENIE

Niczego więcej nam nie potrzeba,

Troszeczkę ziemi, troszeczkę nieba,

Trochę przyjaźni, trochę miłości,

Co jakiś czas przyjaznych gości!

Żyjmy jak w raju, żyjmy jak w niebie,

Ratujmy bliźnich w trudnej potrzebie!

Będzie nas Pan Bóg wtedy miłować

I będzie myślał jak obdarować.

Obdarzy zdrowiem, może pieniędzmi

I nie dopuści byśmy żyli w nędzy!

Będziemy przez bliźnich wtedy kochani

A przez rodzinę poszanowani!

Będą nas kochać w niebie Anieli,

Niechże się zatem serce nam weseli!

A kiedy przyjdzie śmierci godzina –

Bóg zaprowadzi nas do swego syna!

PRZYJAŹŃ

Oni daleko tam zostali,

Łączyły nas radosne dni.

Oni się nawet nie zastanawiali,

Że mnie zabraknie pośród nich!

I ratowali mnie niejeden raz,

Od zemsty nieprzyjaciół wspólnych,

Ale przyszedł rozłąki czas –

Nie pożegnałam przyjaciół dumnych!

Wszyscy pochodziliśmy z rodów

O których uczą się z historii.

Żywiliśmy się z ziemi płodów

A rozdzielili nas ludzie podli!

Zabrali mnie z domu, od rodziny,

Nie pozwolili munduru zdjąć!

Z uśmiechem kpiny oraz drwiny

Wyprowadzili w ciemną noc!

Męczę się w celi przez cztery lata,

Jak długo jeszcze będę tu?

Nie widzę córki, ojca - brata,

Budzę się we łzach z twardego snu.

Kiedy się skończy ta katorga?

Mam wszystko przepowiedziane,

Cała oddaję się w ręce Boga,

Myśli me w przestrzeń gdzieś wysłane...  

JESIEŃ

 

Już słońce słabiej grzeje

I coraz krótszy nastaje dzień.

A serce w nas truchleje,

Kiedy widzimy  chmury cień.

Coraz niżej obłoki się snują,

Ptaki skończyły swój śpiew,

W dalekie strony odlatują,

Daleko od myśli mych!

Tęsknota pozostanie po lecie

A myśli moje biegną wciąż

Ku słońcu, które mniej świeci,

Ku gorącym, upalnym dniom!

Myśl w głowie się kołata

O zimie co nadejść ma!

Było i nie ma już lata,

Nadejdzie zima zła!

Nie martw się druhu - bracie

Że będziesz znów starszy o rok,

Jesień jest piękna w swej szacie

Ma przecież także swój urok.

ŚWIĘTO ZMARŁYCH

Na opuszczone, smutne groby

Spada z drzew żółto-brązowy liść.

Staje się niemym świadkiem żałoby

Po tych, których już nie pamięta nikt!

To oni w ogień walki szli,

Oni nie znali co to lęk,

W piekło szalonych wojny dni,

Kiedy ich wzywał trąbki dźwięk!

Dziś im zapalić znicz należy

I kwiat położyć trzeba także.

Nie pamiętamy tych żołnierzy

Ale nie uczcić ich dnia jakże?

My w wolnej Polsce dziś żyjemy,

Nie pamiętamy dni pożogi,

Dlatego poległych szanujemy,

Nie znamy tamtych złych dni trwogi...

OPIEKUN

Tyś mnie kochał jak ojciec,

Dałeś swoje nazwisko rodowe,

Przez to, że nie chciałeś zguby mojej

Zbito Tobie Twą głowę.

Kiedyś się tatku wyrwał oprawcą,

Ja się nakryłam pościelą.

Krzyczałeś kto jest sprawcą,

Czułam ból Twój i żałość szczerą!

Potem przyjechał lekarz karetką,

Byłeś ojcze wtedy młody i z werwą

I dlatego przeżyłeś te rany.

Dziś daleko jestem od Ciebie

Mój najdroższy staruszku kochany!

Może ojczulku Ty będziesz już w niebie

Gdy wrócę w rodzinne ściany?

Modlę się do Boga bo jestem w potrzebie...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Stopka

Ostatnia aktualizacja: 2011.02.10
Licznik odwiedzin: 2253

Rozmiar czcionki

Wersja o wysokim poziomie kontrastu

Przełącz się na widok strony o wysokim kontraście.
Powrót do domyślnej wersji strony zawsze po wybraniu linku "Graficzna wersja strony" znajdującego się w górnej części witryny.